Google+ Pomysłowe Pieczenie: Granola

piątek, 1 marca 2013

Granola

 kopciuszek i pożegnanie



 Czeka mnie bardzo długa rozłąka z moim ukochanym. Nie jest to pierwszy raz,  gdy nie będziemy się widzieć przez długi czas ale jest to pierwszy raz kiedy to ja zostanę tą opuszczoną. Przeżyć weekend bez niego jakoś daje się wytrzymać, ale przeżyć 4 tygodnie to już inna bajka.
Jestem w obcym kraju, obcym mieście i choć mieszkam tu 8 lat to czasami czuję się obco. Bez rodziny, z garstką dobrych przyjaciół ale ciągle daleko od tego co najbliższe sercu. Myślę sobie, że dam radę bo mam Klarę, mamy siebie nawzajem:-). 4 tygodnie szybko zleci, bo czas przecież pędzi jak oszalały. Pierwszy raz nie chcę by czas się zatrzymał, chcę by nadal pędził jak oszalały, jak wariat. Chcę zamknąć oczy i usłyszeć dźwięk przekręcanego zamka, chcę by drzwi otworzyły się na powitanie. Jednak wiem, że drzwi naszego domu za kilka dni zamkną się na pożegnanie. W powietrzu już czuć tęsknotę i smutek ale i podekscytowanie bo idzie nowe. Być może nowe życie dla nas, nowe miejsce na ziemi. Myślę sobie, że zmiany są dobre i uśmiecham się do tych myśli bo co mi innego pozostało. Bycie uśmiechniętym jest o wiele prostsze niż bycie smutnym. 4 tygodnie szybko zleci dalej myślę sobie. Już wiem co on czuje kiedy to ja go opuszczam i w dodatku zabieram ze sobą Klarę. Ona jest naszym łącznikiem, gdy jest ze mną to tak jakby cząstka niego była ze mną. Ma jego usta i uśmiech. To mi wystarczy, dam radę, będę czekała by go powitać ale najpierw go pożegnam.


Zapytałam go, czego najbardziej będzie mu brakowało z mojego gotowania. Odpowiedział, że wszystkiego ale najbardziej wspólnych śniadań:-) i mojej granoli. Nawet nie wiedziałam, że tak ją lubi:-). Pomyślałam sobie, co jak co, ale granolę to mogę mu zrobić i to w kilogramach jak chce. Od jakiegoś czasu robię ją z przepisu Katie Davies, która smakuje nam najbardziej ze wszystkich jakie do tej pory robiłam. Nie zawsze dodaję dokładnie te same składniki co w oryginalnym przepisie, najczęściej to co akurat mam w szafkach. 
Dzisiaj więc rozpoczęłam produkcje granoli by starczyło mu na 4 tygodnie śniadań.
Moje myśli tak bardzo były zajęte tym jaką wspaniałą niespodziankę mu zrobię, że odruchowo wsypałam wszystkie rodzynki i daktyle do tej części granoli, która miała zostać uprażona. Gdy wszystko ze sobą mieszałam dotarło do mnie, że są tam owoce i nie mogę ich włożyć do piekarnika. Westchnęłam i zaczęłam wybierać rodzynkę po rodzynce:-), daktyla po daktylu ( daktyle były pokrojone). Poczułam się jak prawdziwy kopciuszek:-) wybierający ziarenka maku z popiołu, z tą różnicą że moje rodzynki w końcu zostaną wybrane. 
Jest granola i jest pożegnanie.

Oceanie błękitny przynieś mu wiatry tylko pomyślne.

Słoneczne promienie ogrzejcie mu myśli gdy czarne chmury nad nim się skłębią. 

Luno bądź mu pełnią na swym nieboskłonie. Pokaż mu drogę którą gwiazdy kroczą. Tą samą drogę , którą za dnia ptaki lecą.

Niech woda w rzekach, która płynąć nie przestaje ukojenie w zmęczeniu mu przyniesie. 

Niech wróci do mnie jak sen w nocy wraca gdy tylko oczy me stęsknione zamknę.


Granola
Źródło inspiracji: Katie Davies "What Katie Ate"

Składniki:


  • 500 g płatków owsianych
  • 105 g ziaren słonecznika
  • 200 g pestek dyni
  • 160 g migdałów
  • 140 g orzechów laskowych bez skórki
  • 3 łyżki miodu
  • 3 łyżki oliwy z orzecha włoskiego
  • 3 łyżki syropu z agawy
  • 280 g rodzynek
  • 70 g pokrojonych suszonych daktyli
Piekarnik rozgrzać do 130 st.C ( z termoobiegiem, bez do 150 st.C )
W dużej misce połączyć ze sobą płatki owsiane, słonecznik, dynie, migdały i orzechy. Całość rozdzielić po równo między dwiema miskami.
W rondelku rozgrzać olej z miodem i syropem z agawy, aż całość będzie dobrze rozpuszczona.
Ciepłym syropem polać składniki w jednej misce i dokładnie wymieszać. Mają być dobrze pokryte syropem , ale składniki nie powinny się ze sobą sklejać, gdy tak się stanie, dosypać trochę suchych składników z drugiej miski. 
Mokre składniki wysypać na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i wstawić do nagrzanego piekarnika na 35 minut, od czasu do czasu przemieszać całość by się nie przypaliła. Uprażone składniki pozostawić do przestygnięcia następnie połączyć z pozostałą, nieuprażoną częścią oraz z rodzynkami i daktylami. 
Przechowywać np. w słoiku lub szczelnym pojemniku. Podawać z ciepłym lub zimnym mlekiem.
Smacznego:-)
















23 komentarze:

  1. przyjemnie sie czytało twojego posta. tym bardziej że wiem o czym piszesz. a czas rzeczywiście bardzo szybko leci i nawet nie zauważysz kiedy miną te 4 tygodnie :) powiedz mi na jaką temp. nastawiasz piekarnik?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie:-), mam nadzieję, że to naprawdę szybko zleci:-). Mój piekarnik ma tylko opcję z termoobiegiem i ja ustawiam go na 130 st. C, jeśli masz bez termoobiegu to nastaw na 150 st.C
      Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny:-)

      Usuń
  2. Czasami takie rozłąki są bardzo zdrowe dla związku. Tęknota upewnia nas, że bycie razem ma sens. Szybko minie. Chętnie poczęstowałabym się Twoją granolą, ale ta już jest przeznaczona dla kogoś innego;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko też to sobie tak tłumaczę:-)

      Usuń
  3. Miłość i tęsknota - zawsze razem...
    Nagle wiemy co jest dla nas najważniejsze ...
    Magia codzienności , domowych rytuałów , chwil zwykłych , zapachu , muśnień dłoni , przelotnych spojrzeń - tęskni się za tym najbardziej ... Poczucie , że KTOŚ jest obok niesie ze sobą spokoj i bezpieczeństwo i chwile , w których na to się czeka ciągną się zawsze niemiłosiernie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Aniu, wszystko co napisałaś jest prawdą, zawsze to do nas dociera wtedy kiedy tej drugiej połówki zabraknie na kilka dni czy tygodni. Ale wierzę, że szybko zleci:-)

      Usuń
  4. zaczytałam się;) czas zleci zanim się obejrzysz. Twoja granola jest wspaniała, taką zrobię jak już skończę moją czyli zaraz:)) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Justynko:-), zleci zleci nie ma innego wyjścia:-)

      Usuń
  5. Choć smutno to pysznie jak zawsze.
    Czas szybko minie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ogromną ochotę na tą Twoją granolę, chyba wiem co będzie moim pierwszym wyrobem kuchennym w ten weekend :)
    a z tęsknotą dasz radę, choć nie zawsze jest łatwo. Wiem co mówię, my z moim B. już ponad 4 miesiące mieszkamy w różnych miastach, jeszcze co najmniej 2, ale i to nie jest pewne. I najbardziej brakuje mi właśnie naszych wspólnych śniadań :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza najdłuższa rozłąka to 4 miesiące , ale to ja wyjechałam a nie on, dlatego tak to przeżywam. Wierzę , że będzie dobrze:-), musi być. Granolę zrób koniecznie bo jest wspaniała:-)

      Usuń
  7. Olimpio, wzruszyłas mnie! Miłość i tęsknota - zawsze razem.... - jak napisała Anka. Czas biegnie ostatnio tak szybko (a właściwie nie biegnie, on pędzi!), że te 4 tygodnie zlecą jak z bicza strzelił, czego gorąco Ci życzę.
    A granola pycha!

    OdpowiedzUsuń
  8. głowa do góry! masz nas :) czytelniczki !
    4 tygodnie miną szybko, zobaczysz, zaraz opublikujesz post co przygotowałaś na Jego powrót ...
    a ja dzięki tobie skończyłam właśnie doprawiać mój pierwszy hummus i jestem pod wrażeniem, dziękuje za inspirację
    pochwalę się nim niebawem na blogu
    pozdrowienia!!
    ps. granola pychotka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś nawet nie wiesz jak się cieszę , że mam bloga bo on i Wy czytelnicy dajecie mi tyle siły, że nawet sobie z tego sprawy nie zdawałam.
      Czekam z niecierpliwością na Twój hummus:-)

      Usuń
  9. Są w życiu takie chwile, kiedy potrzeba zrobić "worek granoli" aby poczuć się lepiej :) W tym worku nieraz próbujemy zmieścić całą naszą czułość i tęsknotę - i to jest dopiero potęga miłości :) Życzę Wam wszystkiego dobrego :) Granola wygląda pysznie, a zdjęcia - super!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podniosłaś mnie na duchu, dziękuję za ten komentarz:-)

      Usuń
  10. już od dłuższego czasu zabieram się za zrobienie domowej granoli :) te kupne bardziej straszą składem, gdzie nie zajrzę tam syrop glukozowo-fruktozowy... :/ w zrobionej własnoręcznie przynajmniej wiemy, co jemy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie granola znika ....chyba w nocy.
    Rano pozostaje tylko pusty słoik! :D

    Pozdrawiamy serdecznie

    Tapenda

    OdpowiedzUsuń
  12. Olimpio, ja też nie lubię rozstań. Najgorszy jest moment tuz przed nim i tuz po nim. Potem wir zadań wciąga i czas upływa niezmiernie szybko. A potem jest ... oczekiwanie! Najpiękniejszy moment w życiu. I powitanie.. Nie byłoby go gdyby nie... rozstanie.
    Ściskam Cię gorąco i życzę sił.
    ps. Zabieraj Klarę i przyjeżdżaj:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Olu koniecznie zrób bo domowa jest najlepsza, a nie ma nic prostrzego jak właśnie granola:-)

    Kasiu u mnie jest to samo:-), granola nawet na deser nam smakuje:-)

    Madziu dziękuję:-), wiesz myślałam by na ten czas przylecieć do Polski ale pomyślałam sobie, że muszę się z tym zmierzyć sama, w końcu teraz tu jest mój dom:-). Czas pędzi jak szalony i nim się obejrzę on będzie przy mnie:-)

    OdpowiedzUsuń
  14. 4 tygodnie to dość długo, ale da się wytrzymać! :) Miło się czytało Twojego posta. :) A granola wygląda przepysznie!!

    OdpowiedzUsuń