Google+ Pomysłowe Pieczenie: Inne
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Syrop z kwiatów czarnego bzu

kwintesencja czerwca:-)



Uwielbiam czerwiec nie tylko za to, że zaczyna się lato:-), ale również za płatki róży za kwiaty czarnego bzu, za truskawki i czereśnie oraz wszystkie młode warzywa. Byłabym jeszcze szczęśliwsza gdyby wraz z czerwcem przychodziła piękna pogoda, słoneczne dni i ciepłe wieczory. Niestety o tym mogę jak na razie tylko pomarzyć bo w UK mamy właśnie sezon deszczowy. Dlatego nie narzekam i zabieram się za robienie dżemu truskawkowego z dodatkiem płatków róży, konfiturę różaną najpyszniejszą pod słońcem i mój ulubiony syrop z kwiatów czarnego bzu, który jak dla mnie jest kwintesencją czerwca:-)
Dzisiaj przepis właśnie na syrop bo to chyba ostatni dzwonek by go przygotować.

Składniki:

40 baldachów kwiatów czarnego bzu dobrze rozwiniętych

1 litr wody

1 kg cukru

1 ekologiczna cytryna

Kwiaty zrywamy w pełnym słońcu najlepiej w miejscu gdzie nie  ma ruchu samochodowego. Następnie układamy je na gazecie i pozostawiamy na 30 minut by mieszkające w nich robaczki sobie wyszły:-). W tym czasie zagotowujemy wodę i dodajemy do niej cukier, mieszamy aż całkowicie się rozpuści. Gorącym syropem zalewamy kwiaty, dodajemy pokrojoną na plasterki cytrynę. 

Czasami dodaję również kawałek imbiru lub trawę cytrynową.
Całość pozostawiamy do momentu aż całkowicie ostygnie. Następnie przecedzamy przez gazę. Syrop przelewamy do butelek, pasteryzujemy lub trzymamy w lodówce. Podajemy rozcieńczony z wodą lub herbatą. Syropem można nasączać ciasta i podawać do deserów.


Smacznego!



poniedziałek, 26 października 2015

Garnek La Cuisine - piękno i prostota w gotowaniu


Dzisiaj będzie bardzo kulinarnie, choć bez przepisu. Za to podzielę się z Wami moją tajemnicą sukcesu w dobrym gotowaniu. Bo jak wiadomo by odnieść sukces i stworzyć wyjątkowe i pyszne danie potrzebny jest nam przede wszystkim dobry, sprawdzony przepis, który możecie znaleźć chociażby tu na blogu:-). Kolejna sprawa to chęci i wiara w to że potrafimy gotować. Na sam koniec dodam, że by odnieść sukces musimy dobrze się przygotować, poczynając od wspomnianego przepisu po dobrej jakości składniki kończąc na doborze odpowiedniej formy, patelni czy garnka.
Przyznam się, że w ciągu tych kilkudziesięciu lat gotowania, przez moje ręce przewinęły się niezliczone ilości garnków i patelni z czego patelnie wymieniane były chyba najczęściej:-). Dzisiaj jednak nie będzie o patelni, a za to o jednym z lepszych garnków jakie posiadam.
Jest to garnek żeliwny firmy La Cuisine , który jest dosłownie niezwykły i doskonały.  O jego walorach technicznych możecie poczytać na stronie firmy ja dzisiaj skupię się na opisie jak garnek faktycznie sprawdza się w kuchni. Doczytajcie do samego końca, bo czekać będzie na Was mała niespodzianka:-)


To zaczynamy od podstaw czyli od wywaru. Tak , tak w mojej kuchni to podstawa prawie każdego posiłku. Od jakości wywaru zależy jak bardzo dobry będzie obiad:-). Robię wywar warzywny, rybny, wołowy i dobrze nam znany rosół. Garnek La Cuisine sprawdza się fantastycznie z dwóch powodów. Po pierwsze bardzo długo utrzymuje temperaturę więc nie musimy gotować na najwyższej mocy palniku. Po tym jak doprowadzimy wywar do wrzenia, temperaturę mocno zmniejszamy a garnek pozostaje gorący i nasz wywar może delikatnie się gotować przez 2 godziny. Tu zdradzę kolejny sekret:-), dobry wywar to taki, który gotował się przez 2-3 godziny na niewielkim ogniu i pod przykryciem. W garnku żeliwnym jest to możliwe bez obaw, że coś nam wykipi, nie musimy pilnować i doglądać. Po drugie, dzięki zaletom technicznym garnka, gotowana w nim potrawa nabiera bogatszego smaku i aromatu, a w przypadku wywaru to bardzo ważny czynnik. Dodatkowo garnek jest przepiękny, elegancki i można postawić go bezpośrednio na niedzielnym stole z pysznie pachnącym rosołem.


Po wywarze przyszła kolej na kolejną podstawę w mojej kuchni czyli chleb:-). Jak wiecie piekę chleby już od kilku lat. Mam pojęcie o różnych domowych metodach wypiekania chleba. Bardzo długo piekłam je na kamieniu, ale odkąd zakupiłam garnek żeliwny kamień poszedł w odstawkę i używam go jedynie wtedy gdy piekę pizzę. 
Chleb z garnka La Cuisine nie ma sobie równych. Podczas pieczenia w garnku wytwarza się idealne środowisko dla chleba, czyli odpowiednio wysoka temperatura oraz wilgotność. Tylko dzięki zachowaniu proporcji tych dwóch czynników możemy mieć pewność, że chleb upiecze się idealnie. 


Idealny chleb czyli taki o chrupiącej, wypieczonej skórce, delikatnym miąższu i z dziurami. Ten garnek w 100% da wam taki wypiek, nie zamieniłabym go na żaden inny garnek. Zobaczcie sami, jakie piękne wypieczone kromki:-)


W tym garnku robię praktycznie większość dań, sprawdza się również fantastycznie podczas pieczenia mięsa i jest wręcz niezawodny podczas gotowania potraw jednogarnkowych. 
W moim odczuciu nie ma żadnych wad, jest solidnie i starannie wykonany, jest piękny i gotowanie w nim to czysta przyjemność.
Myślę, że zachęciłam Was do tego byście sami poszukali odpowiedniego garna dla siebie, garnka który będzie Wam służył przez długie lata. Jeśli chcecie być szczęśliwymi posiadaczami garnków La Cuisine mam dla Was małą niespodziankę. Wspólnie z firmą La Cuisine postanowiliśmy dać wam możliwość zakupu Waszego garnka w bardzo przystępnej cenie. Jeśli wejdziecie na stronę producenta i zalogujecie się, a następnie wybierzecie sobie wymarzony garnek zapłacicie za niego 20% mniej, wpisując kod rabatowy.
Ten kod to LACUISINE-OLIMPIA i jest ważny przez 7 dni od dnia dzisiejszego. Serdecznie zachęcam do zakupów, lepszego garnka w tak niskiej cenie nie znajdziecie. Udanych zakupów i koniecznie pochwalcie się jaki kolor garnka sobie wybraliście. 

Pytacie w komentarzach jak dbać o garnki żeliwne, dlatego napiszę jak ja to robię.
  • przed pierwszym użyciem należy garnek przepłukać bardzo gorącą wodą,
  • po ugotowaniu w garnku potrawy, myjemy go gorącą wodą, przy użyciu miękkiej gąbki. Jeśli jedzenie mocno przywarło do garnka, zalewamy je gorącą wodą i czekamy aż odmoknie,
  • ja nie myję go w zmywarce i nie używam detergentów do mycia garna w środku,
  • po umyciu dokładnie osuszam garnek papierowym ręcznikiem, następnie wcieram w niego trochę oliwy
  • raz na kilka tygodni wcieram oliwę na ciepło, czyli rozgrzewam garnek z niewielką ilością oliwy, następnie zdejmuję z ognia i ręcznikiem wycieram nadmiar oliwy
  • te garnki, które mają pokrywkę przechowuję oddzielnie tzn nie trzymam przykrytego garnka w szafce,
  • gorącego garnka nigdy nie zalewam zimną wodą
  • wierzch garnka myję płynem i gąbką z tarką, po namoczeniu wszystkie zabrudzenia schodzą bez problemu,
  • nigdy nie zostawiam ugotowanej potrawy w garnku tzn po ugotowaniu i podaniu to co zostanie, przekładam do innego naczynia a garnek od razu myję




piątek, 23 października 2015

O tym jak zajęłam się kupażem

i zostałam mistrzem:-)



Kilka miesięcy temu wzięłam udział w konkursie, w którym zadaniem uczestników było stworzenie nowej mieszanki białego wina. Organizatorem konkursu była australijska firma Rosemount Estate zajmująca się produkcją i dystrybucją win. 

O konkursie dowiedziałam się znienacka, podczas weekendowego pobytu w przepięknie położonym dworku Lucknam Park Hotel, który to pobyt wygrałam przy okazji innego konkursu. 
Tak, tak ja to mam szczęście do konkursów pomyślicie, i może coś w tym jest bo sama się dziwię jak to się dzieje, że udaje mi się wygrywać. Ktoś kiedyś powiedział, że żeby wygrać trzeba grać:-), no i chyba to jest cała tajemnica wygrywania.
Nie piszę na blogu o każdej swojej wygranej typu książka czy urządzenia AGD tylko jak w tym przypadku gdy chodzi o zdobycie tytułu. Bo choć z wygranej cieszę się bardzo, to o wiele szczęśliwsza jestem gdy inni mogą cieszyć się wspólnie ze mną.




Wracając do konkursu:-), który pokrótce opiszę. Każdy z uczestników otrzymał 6 butelek białego wina, opisanych jedynie walorami smakowymi, oraz butelkę wina, które miało być naszą bazą. Bazy mieliśmy użyć 375 ml a pozostałe 375 ml stworzyć z mieszanki z 6 wspomnianych butelek. Każdy dostał wolną rękę, można było użyć wszystkich 6 smaków wina lub np tylko 1. Produkt końcowy miał mieć 750 ml nowej mieszanki. 




Ja do bazy dodałam 3 dodatkowe smaki w różnych stosunkach procentowych i moja mieszanka najbardziej przypadła do gustu jury. Moje wino, wspólnie z przyjaciółką Magdą, która towarzyszyła mi podczas tego weekendu, nazwałyśmy Spring Moments. Wino o delikatnym, słodkawym zapachu brzoskwini i wyrazistym lekko wytrawnym smaku idealnie nadaje się do picia wiosną i latem, nie mogłyśmy lepiej trafić z nazwą.
Jak dla mnie, osoby która nie pija i nie przepada za białym winem, okazało się, że to mogłabym pić i cieszyć się jego smakiem. Wino które stworzyłam, jest idealne podczas leniwych weekendów czy wakacji, kiedy możemy pozwolić sobie na degustowanie procentów.




Otrzymałam przepiękny puchar i tytuł Wine Blending Champion 2015. Największą jednak niespodzianką była dla mnie informacja, że moje wino zostanie dopieszczone przez fachowców w Australii, zabutelkowane i trafi do sprzedaży na brytyjski rynek 17 listopada 2015. 
Tak więc już na dniach zobaczę swoje wino na pułkach sklepowych, obym nie zemdlała z wrażenia:-)



A dziś rano otrzymałam przesyłkę z końcowym produktem i w takiej postaci będzie można zakupić moje wino:-)

poniedziałek, 28 lipca 2014

Fotografia kulinarna

Dla tych wszystkich, którzy zadają mi pytanie " jak to się zaczęło ", oraz dla tych, którzy poszukują inspiracji fotograficznych i trudno im uwierzyć w swoje własne umiejętności i możliwości :-). 


Moja fotograficzna inspiracja
Tu można zapisać się na kurs fotografii kulinarnej

Dawno, dawno temu była sobie dziewczynka , która chciała zostać lekarzem:-). Od najmłodszych lat bawiła się w szpital i pacjentów, lecząc ich jak tylko umiała. To marzenie było z nią do późnych lat szkolnych. 
Prysło, gdy pewnego dnia zapytana przez nauczycielkę na lekcji wychowawczej kim chciałaby zostać i po udzielonej odpowiedzi, że lekarzem usłyszała, że to mało prawdopodobne. Nauczycielka jasno wyraziła swoje zdanie, że przecież by zostać lekarzem to trzeba mieć bardzo dobre stopnie i nie można mieć w głowie tego wszystko co dziewczynka miała. No bo przecież lekarzem nie może zostać osoba, która ma duże poczucie humoru jest radosna i w dodatku ze skłonnościami do aktorstwa.
Ten dzień do dzisiaj ma w swej pamięci i wie, że nauczycielka miała ogromny wpływ na zmianę jej marzeń, bo jakby nie patrzeć była autorytetem dla 12 letniej dziewczynki i na pewno wiedziała lepiej od niej.
Później z upływem lat dziewczyna miała jeszcze wiele różnych pomysłów na siebie. Napisała maturę najgorzej z klasy, bo po co się wysilać i tak lekarzem zostać nie miała. Dostała się na studia bo wszyscy szli więc i jej wypadało iść. Zawsze kochała przyrodę i naturę więc poszła na studia przyrodnicze. Myślała, że dzięki nim zdobędzie jakąś wyjątkową wiedzę o świecie roślin i zwierząt. Fakt, wiedza została poszerzona ale to nie było to co dało jej satysfakcję a praca w zawodzie ekologa na pewno nie była szczytem jej marzeń.
To co dziewczyna zawsze lubiła robić to gotowanie, i szczerze napisawszy była w tym bardzo dobra:-). Gotowanie było z nią od zawsze, eksperymenty kulinarne i szukanie nowych smaków. Do głowy jednak nie przyszło jej by mogła pracować w zawodzie kucharza. Gotowała dla siebie, rodziny i znajomych.
Pewnego dnia dziewczyna postanowiła wyjechać, szukać szczęścia w obcym kraju, nie znała języka innego niż polski i nie była doświadczona w żadnym zawodzie. Gdzieś trzeba było pracować a nieznajomość języka bardzo ją ograniczała więc pracowała to w hotelu, to w pralni, to w fabryce, trochę w kawiarni i w restauracji.
Wszyscy dookoła mówili jej, przecież jesteś po studiach, szukaj pracy  w swoim zawodzie, szkoda byś się marnowała. No i dziewczyna poszukała pracy w zawodzie. Kilka lat robiła to co dawało jej zarobek ale czy szczęście????
 Bo jak powiedział Aureliusz " A szczęśliwy to ten kto los sam sobie  przygotował. A szczęśliwy los to dobre drganie duszy, dobre skłonności, dobre czyny ".  Zdecydowanie tego zabrakło w wykonywanej przez nią pracy, jej dusza dobrze nie drgała i jeszcze kilka lat upłynęło zanim wreszcie w duszy jej zagrało:-)
Dziewczyna wyszła za mąż za obcego:-), z językiem szło jej już bardzo dobrze wszystko układało się jak najlepiej. Pracowała w laboratorium a w domu gotowała. W końcu okazało się że to gotowanie dawało jej większą satysfakcję niż zawód jaki wykonywała.
Gdy dziewczyna urodziła dziecko i miała więcej wolnego czasu w sensie, że spędzała go w domu z dzieckiem, zaczęła czytać dużo książek kulinarnych i poznawać potrawy z różnych stron świata. I tak jej mąż pewnego dnia obdarował ją nową książką kucharską Yvette van Boven "Home Made". To ta książka po dziś dzień jest jej ulubioną nie tylko pod względem kulinarnym ale również dlatego, że można ją czytać jak opowiadanie a do tego jest pięknie ilustrowana.
Do dziewczyny dotarło, że to co ugotujemy możemy również uwiecznić na zdjęciu i tak pewnego dnia trafiła na blog Passionate About Baking, blog piękny i bardzo inspirujący, którego autorką jest Deeba Rajpal. To był początek jej kolejnej przygody bo postanowiła zacząć pisać własnego kulinarnego bloga. 
 Korzystała z inspiracji innych blogerek tych zagranicznych jak i tych polskich takich jak Dorota Świątkowska autorka bloga Moje Wypieki czy Eliza Mórawska autorka White Plate. Podziwiała ich prace i marzyła by pewnego dnia móc tak pięknie jak one pokazywać co sama stworzyła w kuchni.
Każdą ugotowaną potrawę, każde upieczone ciasto uwieczniała na zdjęciach i każde takie zdjęcie było fantastyczne, zdaniem jej męża, ale nie dla niej. Ona wiedziała, że to jak gotuje nie ma nic wspólnego z tym jak fotografuje. Była profesjonalistką w garach ale nie w fotografii. To sprawiło, że wciąż szukała informacji jak dobrze zrobić kulinarne zdjęcie, wciąż śledziła pracę innych i wciąż zastanawiała się jak oni to robią.

 Dzisiaj moimi największymi i niedoścignionymi, fotograficznymi inspiracjami są dwie kobiety Kinga Błaszczyk-Wójcicka autorka bloga Green Morning oraz Clare Barboza autorka bloga Clare Barboza Photography . Pragnę spotkać się z tymi paniami a szczególnie z Kingą, która łączy piękno natury z pięknem przygotowanej potrawy sprawiając, że to co znajduje się na talerzu staje się dziełem sztuki. Kinga pokazuje i uświadamia, że to co jemy możemy najpierw podziwiać i przez chwilę zachwycać się prostotą i pięknem każdej potrawy za nim zostanie przez nas zjedzona. Chciałabym porozmawiać z Kingą i zadać jej te wszystkie pytania, które mnie nurtują, poznać ją bliżej bo czują, że oprócz fotograficznego zamiłowania łączy nas coś jeszcze:-). Chciałaby dowiedzieć się o kolorach w fotografii, bo choć wiem że są bardzo ważne to wciąż mam problem w ich doborze podczas fotografowania. 

Nie jest to koniec mojej nauki, myślę, że to dopiero początek fotograficzno - kulinarnej przygody. Wiem natomiast jedno, nie zostałam lekarzem bo dane mi było przejść tą całą życiową drogę do tego momentu w którym już jako dorosła osoba zrozumiałam, że to co kocham najbardziej to piękno w każdej postaci a przestawianie tego piękna na zdjęciach daje mi największą satysfakcję. Gotuję bo kocham a fotografuję bo w taki sposób wyrażam siebie.
Moim największym marzeniem zawodowym jest połączenie tych dwóch pasji i tym razem żadna nauczycielka nie będzie w stanie wpłynąć na moje marzenia. Moje marzenia są moją własnością i tylko ode mnie zależy jak pokieruję swoim życiem by je zrealizować.

Jeśli również jesteś początkującym fotografem, jeśli wciąż zastanawiasz się jak inni to robią i pragniesz osiągnąć wyznaczone cele a nie wiesz od czego masz zacząć to uwierz mi, że również możesz nauczyć się tej sztuki. Musisz zacząć od tego by uwierzyć w siebie.
 Jeszcze 3 lata temu nie miałam pojęcia o fotografii a dzisiaj już wiem z czym to się je, dzięki uporowi, nieustającej pracy i chęci realizacji marzeń.
Dodam, że nie posiadam drogiego aparatu tylko 9 letnią lustrzankę Nikona D40 mam zaledwie 3 obiektywy 50 mm f 1.8, 35 mm f 1.8 i 85 mm f 3.5 , za to czego już się dorobiłam to duża ilość gadżetów fotograficznych:-). Miski, miseczki, kubki, kubeczki, talerze, talerzyki, patery i paterki:-)., serwetki, szmatki, sztućce i wiele wiele innych. Jestem wręcz uzależniona od zbieractwa kuchennych bibelotów, które wykorzystuję do stylizacji fotograficznej. Każde wolne środki pieniężne wydaję na książki i kulinarne gadżety i wszystko co z kulinariami i fotografią związane.
By Cię zachęcić drogi czytelniku i początkujący fotografie pokażę Ci moje pierwsze zdjęcie, które zamieściłam na blogu 2 lata temu:-)


Zdjęcie przedstawia torcik truskawkowy.
Zdjęcie zrobione było wieczorem w domu, w kuchni przy świetle kuchennym, aparatem tym samym, którego używam teraz ale w trybie automatycznym, czyli takim, w którym aparat automatycznie dobiera wszystkie parametry podczas wykonywania zdjęcia. Zdjęcie choć przedstawia konkretne ciasto to trudno na nim dostrzec cokolwiek. Wyobraźcie sobie, że bardzo byłam dumna z tego zdjęcia i jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam zdjęcia ciast Doroty Świątkowskiej:-) i gdy dotarło do mnie, że robienie zdjęć w ciemnej kuchni wieczorową porą to nie tędy droga:-)

A to zdjęcie zrobione kilka tygodni temu:-), płatki róż do konfitury różanej:-)




Zdjęcie robione było w świetle dziennym, na balkonie w pochmurny dzień, późnym popołudniem. Aparat ustawiony był na tryb manualny, wszystkie parametry dobrałam sama. Zdjęcie jest zrobione obiektywem 35mm f 2.8 czas 1/1000 iso 800

Jak widzicie, różnica między tymi dwoma zdjęciami jest diametralna. Gdybym 2 lata temu miała pojęcie o podstawach fotografii moje zdjęcie ciasta na pewno wyglądałoby inaczej, ale od czegoś trzeba zacząć. To zdjęcie zawsze będzie mi przypominać o początku mojej fotograficznej drogi a jakie zdjęcia będę robiła gdy ta przygoda dobiegnie końca? na to musicie poczekać jeszcze jakieś 40 lat:-) bo jak powiedział poeta Marcjalis " Człowiek poczciwy przez całe życie się uczy " :-)






środa, 9 kwietnia 2014

Wiosennie natchniona



Kiedy nie gotuję i nie piekę to tworzę przeróżne rzeczy:-). Chciałabym podzielić się z Wami inną cząstką siebie. Zapraszam na łamy magazynu Spring Plate gdzie znajdziecie mój artykuł i zdjęcia:-) na temat wielkanocnych ozdób.









poniedziałek, 3 marca 2014

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozwiązanie konkursu walentynkowego



Drodzy czytelnicy, serdecznie dziękuję za każdą nadesłaną przez Was pracę konkursową. Wybór zwycięzcy nie był łatwy, bo każda z Waszych walentynkowych niespodzianek była oryginalna i bardzo mi się podobała. Dlatego bardzo żałuję, że mogę nagrodzić tylko jedną osobę!!!
Tą osobą jest Pani Loreta i jej fantastyczna niespodzianka dla męża. Mam nadzieję, że udało się go zaskoczyć, i że mieliście fantastyczne Walentynki. 
Gratuluję!!!

Za nagrodę dziękuję sponsorowi konkursu TortyOnline.pl 

czwartek, 13 lutego 2014

Kiszone cytryny

pyszny dodatek do wielu dań:-)



Uwielbiam różnego rodzaju kiszonki:-), od tradycyjnych i polskich ogórków kiszonych po hiszpańskie oliwki, koreańskie kimchi czy marokańskie kiszone cytryny. Dzisiaj podam wam najprostszy na świecie sposób na ukiszenie cytryn, które są przepyszne i idealnie komponują się z marokańskimi daniami typu tajine czy chociażby do dań z drobiu i różnego rodzaju sałatek. Cytryny te można również wykorzystać do kanapek z domowym serem labneh i awokado :-), pycha! 


Składniki:

9 cytryn ( ekologiczne, niewoskowane )

1/2 szklanki soli morskiej

słoik

Słoik wyparzyć. 

Cytryny sparzyć i wyszorować. 

Na dno słoika wsypać łyżeczkę soli. Cytryny pokroić w plasterki lub ćwiartki. Ułożyć warstwę cytryn posypać solą, przy pomocy drewnianej łyżki pougniatać cytryny tak by puściły sok. Ułożyć kolejną warstwę cytryn i posypać solą. Układać warstwy cytryn i soli aż wypełnią cały słoik. Cytryny muszą być ułożone w słoiku dość ciasno i całkowicie zatopione w soku. Można dodatkowo użyć kilku cytryn do wyciśnięcia soku, którym należy zalać cytryny.
Tak przygotowany słoik zakręcić i pozostawić w temperaturze pokojowej na 24 godziny. Następnego dnia należy docisnąć cytryny by puściły więcej soku, przechylić słoik kilkakrotnie by wymieszać sól. Słoik wstawić do lodówki. Cytryny powinny być gotowe po 3 tygodniach. 
Smacznego:-)

Źródło inspiracji: Cooking Lessons 


VI Festiwal Kuchni Arabskiej


sobota, 1 lutego 2014

Konkurs walentynkowy

Drodzy czytelnicy wspólnie z firmą TortyOnline.pl serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie walentynkowym:-)



Za nim będzie o konkursie chciałabym opowiedzieć Wam o tym jak pewnego dnia ktoś bardzo mi bliski zrobił mi wyjątkową niespodziankę. 

czwartek, 30 stycznia 2014

Blog Roku 2013


Drodzy czytelnicy z wielką przyjemnością pragnę Was poinformować, że zgłosiłam Pomysłowe Pieczenie do konkursu na Blog Roku 2013 w kategorii kulinarnej. 
Pragnę w tym miejscu przypomnieć, że w zeszłym roku blog również brał udział w konkursie i zdobył 29 miejsce. Był to dla mnie ogromny sukces, z którego do dziś się cieszę i jestem dumna. 
A co przyniesie ten rok:-)? Mam nadzieję, że dzięki Waszym głosom blog znajdzie się w pierwszej 20 a może 10:-).
Dlaczego jest to dla mnie takie ważne? 
Bo dzięki konkursowi w zeszłym roku, Pomysłowe Pieczenie dotarło do większej liczby czytelników, ja sama poznałam wspaniałe blogi o których nie miałam pojęcia i które do dzisiaj czytam, zmieniło się również moje nastawienie do tego co robię. Zrozumiałam bardzo ważną rzecz, że blog to nie tylko miejsce gdzie publikuję swoje przepisy, ale jest to moja wielka pasja i część mojego życia. Dzięki blogowaniu pokochałam fotografię i jestem bardzo zdeterminowana by pielęgnować tą pasję i wciąż uczyć się nowego. Mój blog pomógł mi przetrwać najtrudniejsze chwile w życiu i dlatego jest dla mnie ważnym miejscem. 

Jeśli mnie czytasz i uważasz, że to co robię jest dobre i wartościowe to proszę zagłosuj:-), sprawisz mi tym wielką przyjemność!

Wystarczy, że wyślesz sms pod numer 7122 w treści którego wpiszesz C00040 (duża literka C trzy zera i 40 bez spacji ). Koszt smsa to 1,23 zł. ( 1 zł + VAT ) . Całkowity dochód z smsów zostanie przekazany Łódziekj Fundacji Gajusz prowadzącej hospicjum dla osieroconych dzieci.

Zjednego numeru telefonu można wysłać tylko jeden sms na dany blog.

DZIĘKUJĘ


wtorek, 24 grudnia 2013

Życzenia:-)

Drodzy czytelnicy serdecznie dziękuję za Wasze życzenia złożone tu na blogu i za te które przyszły do mnie drogą mailową.

Ode mnie dla Was:-)



Do napisania za kilka dni:-)

niedziela, 22 grudnia 2013

Skórka pomarańczowa smażona w cukrze

musi być na święta:-)



Obok domowej przyprawy korzennej to mój ulubiony składnik do świątecznych ciast. Skórka w masie makowej, w serniku, w pierniku a  czasami nachodzi mnie ochota na samą skórkę, wtedy tak zwyczajnie wyjadam ją ze słoika, kawałeczek po kawałeczku:-). Zapach jaki roznosi się w domu gdy ją przygotowuję jest zniewalający, wiec jeśli jeszcze nie czujecie świąt to smażenie skórki jest dobrym sposobem na rozkręcenie klimatów świątecznych.
Jeszcze kilka lat temu używałam kupnej skórki kandyzowanej, ale gdy pewnego dnia ktoś podarował mi 10 kg pomarańczy to postanowiłam wreszcie zobaczyć czy taka domowa dużo różni się od kupnej. Nie muszę pisać, że moim zachwytom nie było końca. Domowa skórka jest cudna, aromatyczna, intensywnie pomarańczowa, esencjonalna, uzależniająca. Jeśli i Ty chcesz się uzależnić koniecznie usmaż sobie skórkę pomarańczową:-)




Składniki:

4 duże pomarańcze

szklanka cukru

Pomarańcze myjemy i szorujemy skórkę, następnie należy ją sparzyć wrzątkiem. Ostrym nożykiem obieramy pomarańcze ze skórki. Następnie każdy kawałek skórki czyścimy z albedo ( biała część ), oczyszczamy najdokładniej jak się da gdyż to właśnie ta biała część nadaje skórce goryczki. Oczyszczoną skórkę kroimy w paski a następnie w kostkę. Umieszczamy w garnku z grubym dnem i zasypujemy cukrem. Smażymy na średnim ogniu aż cukier się rozpuści a następnie na małym ogniu ok 20 mieszać od czasu do czasu by skórką się nie przypaliła, jeśli zacznie przywierać do garnka można dodać kilka łyżek wody.

Pozostawiamy do ostygnięcia i  przechowujemy w słoiku w lodówce:-)

piątek, 20 grudnia 2013

Jeśli masz w domu trzylatka:-)

Idą święta, wielu z Was będzie zabieganych, zagotowanych, zarobionych o braku czasu dla siebie i rodziny nie wspomnę. Ale tylko dlatego, że idą święta nie możemy zapominać o normalnym życiu i codziennych przyjemnościach czyli o czasie spędzonym z naszymi pociechami. Moja główna zasada to angażowanie mojej trzyletniej córki w każdą dziedzinę naszego życia:-) i tak dzisiaj po raz pierwszy miała przyjemność obsługiwać maszynkę do mielenia maku:-). Miała tyle radochy, że aż ciepło się na duszy robi gdy patrzy się na tak uśmiechniętą buzię:-)

czwartek, 27 czerwca 2013

Działkowanie, grillowanie a przy tym wędzenie:-)


Deszcz leje już od 4 dni. Szaro, buro, i ponuro. Ciężkie chmury zawisły nad miastem. Zeszłotygodniowe upały poszły w zapomnienie. Człowiek wiecznie niezadowolony z pogody. Ale jak tu nie biadolić skoro albo nas przypieka, albo nas zalewa. Nawet w Polsce pogoda stała się ulubionym tematem rozmów bo w UK jest to normą. Spotykając rano sąsiada rozmawia się o pogodzie, w sklepie z ekspedientką rozmawia się o pogodzie, w pracy również o pogodzie. Można by powiedzieć, że Brytyjczycy są monotematyczni, ale skoro w ciągu jednego dnia można mieć cztery pory roku, jest więc o czym rozmawiać:-).
Nasze Polskie lato zawsze było piękne, przynajmniej w latach, w których mieszkałam w kraju. Teraz sprawa wygląda zupełnie inaczej, z Polski wręcz Wielka Brytania się robi, mam tu namyśli oczywiście tylko i wyłącznie zagadnienie pogodowe:-)
Post ten nie będzie kulinarny bo chęci mi brak do kuchennego tworzenia, post ten będzie o tym co już było:-)

sobota, 26 stycznia 2013

Zagłosuj na kulinarną blogerkę z Bogatyni

 
 
Kochani czytelnicy, tak bardzo mnie zaskoczyliście:-) i tak bardzo jestem szczęśliwa, że ucałowałabym każdego z osobna za oddany głos w konkursie na Blog Roku 2012. Aktualnie Pomysłowe Pieczenie jest na 63 miejscu w rankingu blogów Zdrowie i Kulinaria, a blogów biorących udział w konkursie jest 333. Dla mnie jest to wielki sukces bo za kilka tygodni blog będzie obchodził swoje pierwsze urodziny:-). Jeśli jest jeszcze ktoś, kto chce oddać swój cenny głos może to zrobić
wysyłając sms pod numer 7122, w treści wpisując D00086.
DZIĘKUJĘ