Google+ Pomysłowe Pieczenie: Walentynki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walentynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walentynki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lipca 2017

Makaroniki z kremem różanym i prażonym siemieniem lnianym

krucha słodycz 


Od kilku tygodni trwa akcja #greeninspiracje organizowana przez markę tołpa, do której nie mogłam się nie dołączyć. Gdy zostałam do niej zaproszona, nawet się nie zastanawiałam i choć mój blog jest blogiem kulinarnym to jestem otwarta na akcje, które są zgodne z moim stylem i sposobem życia.
Marka tołpa tworzy kosmetyki zgodne z moją filozofią a mianowicie im bliżej natury tym lepiej dlatego od kilku lat jestem ich użytkowniczką, a krem pod oczy jest moim niezbędnikiem:-)
Dlaczego te kosmetyki są tak wyjątkowe, że autorka bloga kulinarnego chce o nich pisać? Odpowiedź jest prosta, bo to kosmetyki polskie, bo nie testuje się ich na zwierzętach, bo w składzie nie mają całej listy szkodliwych dla nas substancji jak parabeny czy emulgatory, bo są zaprojektowane dla współczesnych kobiet w trosce o ich wygląd i pielęgnację. Ich dodatkową zaletą jest to, że do produkcji użyte są rośliny, które połączono w taki sposób aby wzajemnie się uzupełniały i wzmacniały swoje działanie. Zarówno w kosmetologii jak i w kuchni, rośliny stanowią bardzo ważną rolę i dziś, dzięki greeninspiracji, na moim blogu, te dwie dziedziny łączą się tworząc coś wyjątkowego:-)
W ramach akcji testowałam produkty z linii roślinnych kosmetyków green, mój zestaw zawiera aktywne składniki roślinne, którymi są róża stulistna i len. 



Kosmetyki te przeznaczone są dla skóry wrażliwej i naczynkowej czyli dokładnie takiej jaką ja posiadam. Mam tak delikatną skórę twarzy, że od zawsze miałam problem z dobraniem prawidłowej pielęgnacji, dlatego testowanie roślinnych kosmetyków tołpa:®green dało mi nadzieję na znalezienie tej idealnej linii. 
Nie zawiodłam się, mój zestaw green oils naczynka, w skład którego wchodzi żel micelarny do mycia twarzy i oczu, łagodny płyn micelarny-tonik oraz wzmacniający krem na naczynka KLIK , okazały się idealne dla mojej twarzy, która bardzo je polubiła. Dlatego z przyjemnością mogę polecić te kosmetyki każdej kobiecie. Zwłaszcza, że teraz na tolpa.pl możecie kupić ten ( i inne ) zestawy z jednym produktem w prezencie. A inne kosmetyki z 20% rabatem - wystarczy, że wpiszecie podczas zakupów kod: pieczenie0717, który jest ważny do 20 sierpnia ( kod nie łączy się z zestawami i innymi promocjami) :-)

Tyle o kosmetykach a teraz czas na część kulinarną. Jak już wspomniałam w moim zestawie aktywne składniki roślinne to róża i len. Róża, królowa kwiatów, piękna i delikatna. Len, skromny i prosty. Tak powstały kruche różowe makaroniki z kremem różanym i prażonym, złotym siemieniem lnianym. Piękno, kruchość i prostota w jednym. Zapraszam na przepis:-)



Składniki na makaroniki:

110 g cukru pudru

50 g mielonych migdałów (bez skórki)

10 gram suszonych płatków róży, zmielonych na puder

60 g białek

40 g drobnego cukru do wypieków

szczypta kamienia winnego ( można pominąć, ale kamień pomaga w lepszym ubiciu białek oraz sprawia, że piana się dobrze trzymała )
różowy barwnik spożywczy


Blachę wykładamy papierem do pieczenie. Na papierze odrysowujemy 30 kółek o średnicy 2 cm (można użyć nakrętki od plastikowej butelki ).
Białka przed ubiciem muszą odstać 3 dni w odkrytej misce w temperaturze pokojowej.
Białka lekko miksujemy aby powstała luźna piana, dodajemy kamień winny i ubijamy na sztywną pianę, pod koniec dodajemy cukier i ubijamy aż do uzyskania gładkiej i lśniącej piany (tak jak na bezy ). Migdały i cukier puder miksujemy razem w malakserze lub młynku do kawy, dodajemy puder różany i całość przesiewamy. Suche składniki delikatnie wsypujemy do piany białkowej. Najlepiej zrobić to w trzech turach. Przy pomocy łopatki z gumową końcówką, staramy się delikatnie wmieszać suche składniki w pianę. Mieszamy od góry, zagarniając suche składniki do środka starając się mieszać w jednym kierunku. Robimy to w miarę wolno i delikatnie, aż całość połączy się w płynną masę. Przy trzeciej turze mieszania, dodajemy kilka kropel barwnika spożywczego. Po zakończeniu mieszania, kiedy nabierzemy masę na łopatkę i lekko ją przechylimy, masa powinna spłynąć tworząc tzw. wstążkę. Jeśli tak się dzieje masa jest gotowa do przełożenia do rękawa cukierniczego. Jeśli jest zbyt gęsta mieszamy dalej aż uzyskamy efekt wstążki. Masę przekładamy do rękawa cukierniczego i wyciskamy na przygotowaną
wcześniej blachę z papierem do pieczenia. Następnie odkładamy na  60 minut, makaroniki muszą dobrze wyschnąć, by nie pękały podczas pieczenia.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160°C. Wstawić makaroniki i  pieczemy przez 10 minut. Ściągamy z papieru dopiero jak całkowicie ostygną. Przekładamy masą różaną.


Składniki na nadzienie

50 g białej czekolady

150 g serka mascarpone

2 łyżki konfitury z róży KLIK

2 łyżeczki soku z cytryny

2 łyżki prażonego siemienia lnianego

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, jeszcze ciepłą mieszamy z serkiem mascarpone, dodajemy konfiturę i sok z cytryny, dokładnie mieszamy. Nadziewamy makaroniki, wykładając jedną łyżeczkę masy na jeden makaronik, który przykrywamy drugim makaronikiem. Wierzch każdego złożonego ciasteczka delikatnie smarujemy np. syropem cukrowym lub miodem a następnie posypujemy prażonym siemieniem lnianym.





Wpis powstał przy współpracy z marką tołpa.



poniedziałek, 5 czerwca 2017

Czekoladowy deser

z borówkami:-)



Witaj czerwcu, przyniosłeś deszcz i przeziębienie, a nie na to czekałam. 
Nie mam za bardzo nastroju na pisanie, ale pomyślałam, że może jak przeleję na bloga swoje myśli to jakoś mi ulży. 
Zacznę może od tego, że dokładnie tydzień temu wybraliśmy się do Legolandu pod Londynem, tak z okazji dnia dziecka i w ogóle dla dziecka, bo nigdy nie było, a ponoć to jest miejsce, które powinni odwiedzić wszyscy miłośnicy lego. Moja córka jest wielką miłośniczką, więc no wstyd by był jakby nigdy w Legolandzie nie była:-). To pojechaliśmy! 
Już w pierwszy dzień lekko się rozczarowaliśmy,bo okazało się, że rezerwacja biletowa została zrobiona na 2 dorosłe osoby. Bo to bardzo normalna rzecz, że do Legolandu jeżdżą dorośli bez dzieci. To taki rodzaj randki, pojechać w bardzo zatłoczone miejsce by sobie pojeździć na różnych karuzelach itp. Więc okazało się, że to niby z mojej winy, że tylko 2 bilety.
 Pierwszy dzień spędziłyśmy same bo mój mąż stwierdził, że bez sensu będzie jeśli na 3 h przed zamknięciem kupi bilet, i że woli to zrobić następnego dnia, kiedy już od rana będziemy mogli korzystać z uroków całego parku. 
W hotelu w którym się zatrzymaliśmy, jedzenie było tak okropne, że zwyczajnie było mi nas żal. Basen, który okazał się również przeludniony i do tego brudny na długo zostanie mi w pamięci. O zgrozo, córka w nim pływała bo się dziewczyna uparła więc jej pozwoliliśmy. W nocy nie wyłączyliśmy klimatyzacji co zaowocowało tym, że ja i córka już od 5 dni zmagamy się z okropnym przeziębieniem. 
Wracając do samego Legolandu jak dla nas to bardzo przereklamowane miejsce. Mocno przeludnione z okropnym jedzeniem i kolejkami do każdej, nawet najmniejszej atrakcji. 
Mąż stwierdził, że następny taki wypad to koniecznie do Disneyland w Stanach, bo tam jak twierdzi to wszystko jest takie och i ach. Mieszkał tam przez 5 lat więc chyba wie co mówi:-). Może ktoś z Was był i napisze mi o swoich wrażeniach:-)? 
Faktycznie trochę mi ulżyło:-) i czas na przepis, bardzo prosty i bardzo kaloryczny, nie mam zamiaru tego ukrywać:-).


Składniki

300 ml śmietanki 36%

50 g mlecznej czekolady

50 g gorzkiej czekolady

100 ml śmietanki 36%

ulubione czekoladowe ciasteczka pokruszone

świeże borówki lub inne ulubione owoce

polewa czekoladowa

Obie czekolady rozpuszczamy w misce umieszczonej nad garnkiem z gotującą się wodą. Śmietankę wlewamy do małego garnka z grubym dnem i lekko podgrzewamy, następnie wlewamy do niej rozpuszczoną czekoladę. Wszystko dokładnie mieszamy i wstawiamy do zamrażalnika, do schłodzenia na 30 minut. Po tym czasie masę czekoladową przelewamy do misy miksera i końcówką do ubijania ubijamy aż uzyska konsystencję kremu. 
Deser podajemy w słoiczkach lub wysokich szklankach. Brzegi słoiczków polewamy polewą czekoladową tak by spływała do środka po ścianach słoiczków. Następnie kruszymy do nich czekoladowe ciasteczka, dodajemy śmietankę i krem czekoladowy. Na wierzch układamy owoce, całość polewamy dodatkową porcją polewy czekoladowej. 

Po takiej dawce czekolady poprawa humoru gwarantowania!

Smacznego:-)


środa, 6 stycznia 2016

Pizza na soczewicowym spodzie

pysznie i kolorowo



Przeglądając ostatnio blogowe przepisy odkryłam, że nie ma przepisu na pizzę, którą robię dość często. Mamy w domu piątkowe sesje z pizzą i filmem, ale zawsze jest to pizza domowa i praktycznie zawsze muszą być na nie anchovies. Przez wiele lat robiłam pizzę na tradycyjnym spodzie z mąki pszennej i drożdży, ale pewnego piątku, całkiem przypadkiem odkryłam nową wersję spodu. Miałam w domu duże zapasy czerwonej soczewicy i część wykorzystałam do przygotowania indyjskiego dhal a pozostałą zmieliłam na mąkę. Tą właśnie mąkę użyłam do zrobienia spodu. Ciasto wyszło rewelacyjne zarówno w smaku jak i w konsystencji. Od tamtej pory tylko na tym spodzie przygotowuję pizzę. Spróbujcie i zobaczcie, że niewielki dodatek soczewicy sprawi, że ciasto będzie bardzo miękkie i puszyste, idealne:-). Ten pyszny spód udekorowałam czarną soczewicą, szynką prosciutto, parmezanem i rukolą.


Składniki na mąkę:
125 g czerwonej soczewicy

Soczewicę płuczemy na sicie pod bieżącą wodą. Osuszamy na ręczniku papierowym. Rozgrzewamy żeliwną patelnię i lekko prażymy soczewicę, cały czas mieszając, by się nie przypaliła. Po całkowitym wystygnięciu mielimy do konsystencji mąki w młynku do kawy lub blenderze kielichowym.

Składniki na spód pizzy:
300 ml ciepłej wody

1 łyżka suchych drożdży

1 łyżka miodu

1 łyżeczka soli

2 łyżki oliwy

400 g mąki pszennej

125 g mąki z soczewicy

Do misy miksera wlewamy ciepłą wodę, na jej powierzchni rozsypujemy drożdże i mieszamy, aż całkowicie się rozpuszczą. Dodajemy miód i odstawiamy na 10 minut. Dodajemy sól, oliwę i pół szklanki mąki pszennej, miksujemy na małych obrotach. Zmieniamy przystawkę na hak i stopniowo dosypujemy obie mąki. Wyrabiamy ciasto około 10 minut, aż stanie się gładkie i elastyczne. Przekładamy je do naoliwionej miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w cieple miejsce na półtorej godziny do podwojenia objętości. Nagrzewamy piekarnik do 250°C, razem z kamieniem do pizzy.


Składniki na sos:
60 g czerwonej soczewicy

125 ml wody

1 łyżka oliwy

60 g przecieru pomidorowego

200 g mozzarelli

sól czosnkowa

Soczewicę płuczemy pod zimną wodą, umieszczamy w garnku i zalewamy wodą. Gotujemy do miękkości ok 15 20 minut. Odcedzamy na sicie, umieszczamy w misce i rozgniatamy widelcem. Dodajemy pozostałe składniki i dokładnie mieszamy.


Dodatki:
60 g czarnej soczewicy

125 ml wody

1 rozgnieciony ząbek czosnku

szynka typu prosciutto

rukola

parmezan

sól


Soczewicę gotujemy w osolonej wodzie razem z czosnkiem, odcedzamy i pozostawiamy do ostygnięcia. Rukolę myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Parmezan ścinamy na tarce.

Kiedy ciasto jest gotowe, dzielimy je na 2 części i rozwałkowujemy na kształt kół o grubości 3 mm.

Na obu pizzach rozsmarowujemy sos i układamy kawałki mozzarelli. Pierwszą pizzę przekładamy na gorący kamień i pieczemy 10 12 minut. Upieczoną wyjmujemy i od razu nakładamy na nią soczewicę, szynkę, rukolę i parmezan.
Tak samo postępujemy z drugą pizzą.


środa, 28 października 2015

Wegańska tarta bezzbożowa

dla zdrowia


Miał być przepis na faszerowaną cukinię, ale zmieniłam zdanie i postanowiłam podzielić się tym rewelacyjnym przepisem na idealny deser. 
Od jakiegoś czasu interesuję się zdrowymi słodkościami, bo dziecko mi dorasta i jest już na tyle rozumne, że to idealny czas na wpojenie jej co zdrowe a co nie. Ma 5 lat i gdy chce coś słodkiego pyta się czy może dostać zdrową słodycz:-). Zdrowa słodycz u nas w domu to taka, która nie zawiera dodatku cukru rafinowanego. Czyli wszystkie owoce świeże i suszone, żelki z dehydratora, wypieki z dodatkiem daktyli czy surowe kakao z musem daktylowym. Zdarza się też czekolada, ale gorzka i choć ciężko było do niej przekonać to udało się. 

Powiem Wam szczerze, że gdy pewnego dnia otworzyłam swoje szafki i opróżniłam z nich to wszystko co zawiera cukier biały, a wydawało mi się, że za wiele takich produktów nie mam, to uzbierała się  wielka torba. Gdy tak patrzyłam na tą torbę to lekko się przeraziłam, że jednak tyle tego jest. Bez namysłu wszystko wylądowało w śmieciach i od tamtej pory nie kupuję nic:-). 

Nie myślcie sobie, że katuję rodzinę i nic słodkiego w życiu nie mają. Po prostu trochę więcej muszę kombinować, ale da się wyczarować przepyszne słodkości bez białego cukru, uwierzcie mi. Dowodem na to jest ta tarta, którą robię dość regularnie i którą lubi cała rodzina. Jest słodka lecz bez cukru, kremowa choć bez śmietany i czekoladowa, czego chcieć więcej:-)
Dodatkowo deser jest wegański i paleo a zadowoli nawet najbardziej wybrednych tradycyjnych deserowiczów, czytaj mój mąż:-). 

Długo myślałam nad tym jak połączyć wszystkie składniki by spełniały wymogi diety wegańskiej i paleo i myślę, że odniosłam sukces. Będąc na którejś z tych diet nie trzeba tęsknić za tradycyjnymi słodkościami, wystarczy spróbować tarty by zrozumieć, że życie bez mąki, bez cukru i bez jajek jest możliwe i może być słodkie i smaczne:-)


Składniki na spód:

210 g masła z orzechów laskowych ( niesłodzone i bardzo gęste )

2 łyżki oleju kokosowego ( lekko podgrzanego )

4 duże daktyle

2 łyżki mąki kasztanowej

1 łyżka proszku z babki płesznik

1 łyżeczka sody

1/4 łyżeczki soli morskiej

1/8 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu

 Daktyle zalewamy wrzątkiem i pozostawiamy na 15 minut. Po tym czasie odcedzamy je i obieramy ze skórki, jeśli mają pestkę, usuwamy ją. 

 Daktyle razem z masłem orzechowym  i olejem kokosowym umieszczamy w blenderze kielichowym i miksujemy do momentu aż uzyskamy jednolitą masę. Masę przenosimy do miksera i dodajemy pozostałe składniki, całość miksujemy aż wszystko się połączy. 

Ciasto przenosimy na kawałek folii i przykrywamy drugim kawałkiem folii. Przy pomocy wałka, rozwałkowujemy ciasto tak by miało grubość ok 3 mm. Następnie przenosimy ciasto do wysmarowanej olejem kokosowym foremki na tartę o średnicy 15 cm. Dno nakłuwamy widelcem. Pieczemy w 175 st C z obciążeniem ( np fasola lub kulki ceramiczne ) przez 15 minut, następnie zdejmujemy obciążenie i pieczemy kolejne  5 minut. Upieczoną tartę pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia. 

Składniki na mus: 

200 g masła z orzechów nerkowca ( niesłodzone i bardzo gęste )

7 dużych daktyli

125 g śmietanki kokosowej ( bardzo gęsta )

1/2 szklanki mleka kokosowego

1 łyżka oleju kokosowego


Daktyle zalewamy wrzątkiem i pozostawiamy na 15 minut. Po tym czasie odcedzamy je i obieramy ze skórki, jeśli mają pestkę, usuwamy ją. 
Daktyle razem z pozostałymi składnikami umieszczamy w blenderze kielichowym i miksujemy do momentu aż powstanie gładka i jednolita masa. Masę przelewamy na upieczony spód. Całość umieszczamy w zamrażalniku na 20 minut. Po tym czasie przenosimy tartę do lodówki i robimy warstwę czekoladową.

Składniki na warstwę czekoladową:

125 g śmietanki kokosowej ( bardzo gęsta )

80 g gorzkiej czekolady bez cukru

2 duże daktyle

1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

2 łyżki oleju kokosowego


 Daktyle zalewamy wrzątkiem i pozostawiamy na 15 minut. Po tym czasie odcedzamy je i obieramy ze skórki, jeśli mają pestkę, usuwamy ją. 
W małym garnku podgrzewamy śmietankę kokosową aż będzie bardzo gorąca. Zdejmujemy z ognia i dodajemy połamaną na małe kawałki czekoladę, olej kokosowy, ekstrakt z wanilii i mieszamy aż czekolada całkowicie się rozpuści. Całość przelewamy do blendera kielichowego, dodajemy daktyle i miksujemy na gładką masę. Pozostawiamy do ostygnięcia. Następnie czekoladę wylewamy na tartę, całość zostawiamy w lodowce przez noc. 

Po nocy w lodówce warstwa biała jest wciąż miękka ale nie rozpływa się i dobrze się kroi, natomiast warstwa czekoladowa jest całkowicie twarda.

Wierzch można udekorować owocami goji, jadalnymi płatkami róży i wiórkami kokosowymi.

Smacznego!