Google+ Pomysłowe Pieczenie: Desery
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Desery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Desery. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 grudnia 2017

Ciasto mandarynkowe

z migdałami i czerwonym pieprzem



Witajcie kochani, mam nadzieję, że po Świętach jesteście wypoczęci i z niecierpliwością czekacie na przyjście nowego roku. Dzisiaj podzielę się z Wami ostatnim przepisem w tym roku i będzie to przepis na dość proste i niewymagające dużego nakładu pracy ciasto mandarynkowe. Ciasto jest bezglutenowe więc jest dość lekkie, piękne pachnie mandarynkami i migdałami a do tego ma nutkę korzenną. To moje ulubione ciasto zimowe i zawsze je piekę gdy mandarynki są w sezonie. 



Składniki:

3 duże mandarynki

2/3 szklanki cukru

2 jajka

2 szklanki zmielonych migdałów

1 łyżeczka proszku do pieczenia

kilka kropel ekstraktu migdałowego

1/2 łyżeczki cynamonu

1/4 łyżeczki zmielonego czerwonego pieprzu

cukier puder do posypania 


Mandarynki umieszczamy w małym garnku i zalewamy wodą, gotujemy pod przykryciem ok 15 minut, aż będą miękkie. Ugotowane studzimy, kroimy na mniejsze kawałki, jeśli są pestki to je usuwamy. Pokrojone mandarynki umieszczamy w misie blendera ręcznego* i miksujemy do momentu uzyskania gładkiej konsystencji.


W misie miksera ubijamy jajka z cukrem i ekstraktem migdałowym. Do ubitych jajek wlewamy dodajemy zmiksowane mandarynki, migdały, proszek do pieczenia, cynamon i pieprz. Całość dokładnie i delikatnie mieszamy, do połączenia się składników. Powstałą masę umieszczamy w foremce, u mnie prostokątna o 8 x 6 cm i okrągła o średnicy 8 cm. Pieczemy w 175 st C do suchego patyczka i aż wierzch się ze złoci  ok 35-45 minut. Po upieczeniu studzimy na kratce i dekorujemy cukrem pudrem.
Smacznego



Używam blendera Braun MQ9087 KLIK który idealnie i szybko zmiksował mandarynki.


Wpis powstał we współpracy z firmą Braun 

wtorek, 31 października 2017

Deser dyniowy z chia

tylko dla dorosłych:-)




Moja tegoroczna propozycja na Halloween. Pyszny i aromatyczny mus dyniowy z odrobiną ginu połączony z nasionami chia zatopionymi w kakaowym mleku. Połączenie bardzo ciekawe i muszę przyznać, że pyszne. Jeśli wyprawiacie przyjęcie to będzie to idealny deser dla Waszych gości. 
Ja w tym roku po raz pierwszy idę z córką na takie przyjęcie, więc spodziewam się samych małych czarownic, wampirów i masy cukierków. Dobrze, że przygotowanie takiego deseru zajmuje chwilę, bo po nocy wrażeń przyda się coś idealnego na zakończenie:-)


Składniki na warstwę z chia


500 ml mleka 

2 łyżki kakao

4 czubate łyżki nasion chia

15 ml ginu

1 łyżka miodu

Mleko wlewamy do wysokiego naczynia, dodajemy kakao i miód i dokładnie mieszamy aż całkowicie się rozpuszczą. Dodajemy gin i nasiona chia, ponownie mieszamy i odstawiamy na 10 minut. Po tym czasie całość dokładnie mieszamy i odstawiamy do lodówki na 3 godziny.



Składniki na mus dyniowy


400 g obranej dyni

1/2 pokrojonego w kostkę mango

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżka brązowego cukru

sok z 1/2 cytryny

30 mil ginu

200 ml mleka skondensowanego


Dynię umieszczam w żaroodpornym naczyniu, przykrywamy folią i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st do miękkości. Gdy jest już miękka pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia.
Gotową dynię umieszczamy w misie blendera ręcznego* razem z pozostałymi składnikami i miksujemy do uzyskania gładkiego musu. Jeśli mus będzie za gęsty można dodać trochę mleka.

Gotowy mus przekładamy na zmianę z mlekiem z nasionami chia, najlepiej do wyższych szklanek. Wierzch każdego deseru posypujemy cynamonem lub kakaem.
Smacznego




* Używam blendera Braun MQ9087 KLIK który idealnie i szybko wszystko zmiksował.

Wpis powstał we współpracy z firmą Braun 



niedziela, 8 października 2017

Placki

delikatne i puszyste



Placki te robimy w każdą sobotę a moja córka jest mistrzynią w przygotowywaniu ciasta na nie. Przepis jest tak prosty i nie trzeba nawet mieć miksera, wystarczy trzepaczka i dobra patelnia:-) Placki z tego przepisu wychodzą bardzo puszyste i gdy dodamy do nich ulubione owoce, bitą śmietanę i polejemy miodem to zapewniam was, że będzie to wasze najpyszniejsze śniadanie. Moja rodzina uwielbia takie poranki:-)


Składniki:

2 jajka

szczypta soli

1 szklanka mąki pszennej ( 170 g )

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/4 szklanki oleju

1 łyżka cukru pudru

2/3 szklanki mleka

olej do smażenia 

Przygotowujemy 2 miski. Oddzielamy białka od żółtek i do jednej miski dajemy żółtak a do drugiej białka. Do miski z żółtkami dodajemy cukier i ucieramy na jasną i puszystą masę. Następnie przesiewamy mąkę razem z proszkiem do pieczenia i dodajemy do żółtek w 3 turach na zmianę z mlekiem, dokładnie mieszając każdą dodaną porcję. Wlewamy olej i łączymy z ciastem, które będzie dość gęste. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywno a następnie dodajemy do gotowego ciasta również w 3 turach, staramy się dokładnie ale delikatnie wmieszać białka tak by całą masa była mocno napowietrzona. 
Placki smażymy na patelni wysmarowanej olejem, na złoty kolor z obu stron. Podajemy z ulubionymi dodatkami.
Smacznego:-)





poniedziałek, 24 lipca 2017

Makaroniki z kremem różanym i prażonym siemieniem lnianym

krucha słodycz 


Od kilku tygodni trwa akcja #greeninspiracje organizowana przez markę tołpa, do której nie mogłam się nie dołączyć. Gdy zostałam do niej zaproszona, nawet się nie zastanawiałam i choć mój blog jest blogiem kulinarnym to jestem otwarta na akcje, które są zgodne z moim stylem i sposobem życia.
Marka tołpa tworzy kosmetyki zgodne z moją filozofią a mianowicie im bliżej natury tym lepiej dlatego od kilku lat jestem ich użytkowniczką, a krem pod oczy jest moim niezbędnikiem:-)
Dlaczego te kosmetyki są tak wyjątkowe, że autorka bloga kulinarnego chce o nich pisać? Odpowiedź jest prosta, bo to kosmetyki polskie, bo nie testuje się ich na zwierzętach, bo w składzie nie mają całej listy szkodliwych dla nas substancji jak parabeny czy emulgatory, bo są zaprojektowane dla współczesnych kobiet w trosce o ich wygląd i pielęgnację. Ich dodatkową zaletą jest to, że do produkcji użyte są rośliny, które połączono w taki sposób aby wzajemnie się uzupełniały i wzmacniały swoje działanie. Zarówno w kosmetologii jak i w kuchni, rośliny stanowią bardzo ważną rolę i dziś, dzięki greeninspiracji, na moim blogu, te dwie dziedziny łączą się tworząc coś wyjątkowego:-)
W ramach akcji testowałam produkty z linii roślinnych kosmetyków green, mój zestaw zawiera aktywne składniki roślinne, którymi są róża stulistna i len. 



Kosmetyki te przeznaczone są dla skóry wrażliwej i naczynkowej czyli dokładnie takiej jaką ja posiadam. Mam tak delikatną skórę twarzy, że od zawsze miałam problem z dobraniem prawidłowej pielęgnacji, dlatego testowanie roślinnych kosmetyków tołpa:®green dało mi nadzieję na znalezienie tej idealnej linii. 
Nie zawiodłam się, mój zestaw green oils naczynka, w skład którego wchodzi żel micelarny do mycia twarzy i oczu, łagodny płyn micelarny-tonik oraz wzmacniający krem na naczynka KLIK , okazały się idealne dla mojej twarzy, która bardzo je polubiła. Dlatego z przyjemnością mogę polecić te kosmetyki każdej kobiecie. Zwłaszcza, że teraz na tolpa.pl możecie kupić ten ( i inne ) zestawy z jednym produktem w prezencie. A inne kosmetyki z 20% rabatem - wystarczy, że wpiszecie podczas zakupów kod: pieczenie0717, który jest ważny do 20 sierpnia ( kod nie łączy się z zestawami i innymi promocjami) :-)

Tyle o kosmetykach a teraz czas na część kulinarną. Jak już wspomniałam w moim zestawie aktywne składniki roślinne to róża i len. Róża, królowa kwiatów, piękna i delikatna. Len, skromny i prosty. Tak powstały kruche różowe makaroniki z kremem różanym i prażonym, złotym siemieniem lnianym. Piękno, kruchość i prostota w jednym. Zapraszam na przepis:-)



Składniki na makaroniki:

110 g cukru pudru

50 g mielonych migdałów (bez skórki)

10 gram suszonych płatków róży, zmielonych na puder

60 g białek

40 g drobnego cukru do wypieków

szczypta kamienia winnego ( można pominąć, ale kamień pomaga w lepszym ubiciu białek oraz sprawia, że piana się dobrze trzymała )
różowy barwnik spożywczy


Blachę wykładamy papierem do pieczenie. Na papierze odrysowujemy 30 kółek o średnicy 2 cm (można użyć nakrętki od plastikowej butelki ).
Białka przed ubiciem muszą odstać 3 dni w odkrytej misce w temperaturze pokojowej.
Białka lekko miksujemy aby powstała luźna piana, dodajemy kamień winny i ubijamy na sztywną pianę, pod koniec dodajemy cukier i ubijamy aż do uzyskania gładkiej i lśniącej piany (tak jak na bezy ). Migdały i cukier puder miksujemy razem w malakserze lub młynku do kawy, dodajemy puder różany i całość przesiewamy. Suche składniki delikatnie wsypujemy do piany białkowej. Najlepiej zrobić to w trzech turach. Przy pomocy łopatki z gumową końcówką, staramy się delikatnie wmieszać suche składniki w pianę. Mieszamy od góry, zagarniając suche składniki do środka starając się mieszać w jednym kierunku. Robimy to w miarę wolno i delikatnie, aż całość połączy się w płynną masę. Przy trzeciej turze mieszania, dodajemy kilka kropel barwnika spożywczego. Po zakończeniu mieszania, kiedy nabierzemy masę na łopatkę i lekko ją przechylimy, masa powinna spłynąć tworząc tzw. wstążkę. Jeśli tak się dzieje masa jest gotowa do przełożenia do rękawa cukierniczego. Jeśli jest zbyt gęsta mieszamy dalej aż uzyskamy efekt wstążki. Masę przekładamy do rękawa cukierniczego i wyciskamy na przygotowaną
wcześniej blachę z papierem do pieczenia. Następnie odkładamy na  60 minut, makaroniki muszą dobrze wyschnąć, by nie pękały podczas pieczenia.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160°C. Wstawić makaroniki i  pieczemy przez 10 minut. Ściągamy z papieru dopiero jak całkowicie ostygną. Przekładamy masą różaną.


Składniki na nadzienie

50 g białej czekolady

150 g serka mascarpone

2 łyżki konfitury z róży KLIK

2 łyżeczki soku z cytryny

2 łyżki prażonego siemienia lnianego

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, jeszcze ciepłą mieszamy z serkiem mascarpone, dodajemy konfiturę i sok z cytryny, dokładnie mieszamy. Nadziewamy makaroniki, wykładając jedną łyżeczkę masy na jeden makaronik, który przykrywamy drugim makaronikiem. Wierzch każdego złożonego ciasteczka delikatnie smarujemy np. syropem cukrowym lub miodem a następnie posypujemy prażonym siemieniem lnianym.





Wpis powstał przy współpracy z marką tołpa.



poniedziałek, 19 czerwca 2017

Sorbet truskawkowy

z włoską bazylią 



Już za kilka dni pierwszy dzień lata a wraz z nim przyjdzie więcej upalnych dni i czas wakacji. Z tej okazji mam dla Was idealny przepis na sorbet. Jest tak prosty w wykonaniu, że nie sposób mu się oprzeć. Ochłodzi nawet w najbardziej upalne dni. Połączenie truskawek i bazylii jak dla mnie jest idealne a do tego dodałam jeszcze odrobinę imbiru przez co sorbet jest lekko orientalny w smaku. Wersja dla dorosłych, ale jeśli pominiecie wino będzie również idealny dla najmłodszych o ile lubią połączenie truskawek i bazylii:-)



Składniki

500 g struskawek

200 g cukru

sok 1/2 cytryny

30 ml słodkiego białego wina

2 cm kawałek świeżego imbiru

2 łyżki listków bazylii włoskiej


Do garnka wsypujemy cukier dodajemy sok z cytryny, wino i pokrojony cienko imbir. Podgrzewamy na małym ogniu do momentu aż cukier się rozpuści. Odstawiamy do całkowitego ostygnięcia i wyjmujemy kawałki imbiru.
Truskawki umieszczamy w misie blendera ręcznego*, dodajemy syrop cukrowy i bazylię. Miksujemy aż powstanie gładka masa, którą następnie przelewamy do płaskiego naczynia, może być blaszka, którą łatwo będzie umieścić w zamrażalniku. Naczynie wstawiamy do zamrażalnika na 6 godzin, lub do momentu aż masa całkowicie zamarznie. 



*Do zmiksowania truskawek użyłam blendera Braun MQ9087 KLIK który idealnie i szybko wszystko zmiksował.

Sorbet podajemy z dodatkową porcją truskawek i z listkami bazylii.





Wpis powstał we współpracy z firmą Braun

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Czekoladowy deser

z borówkami:-)



Witaj czerwcu, przyniosłeś deszcz i przeziębienie, a nie na to czekałam. 
Nie mam za bardzo nastroju na pisanie, ale pomyślałam, że może jak przeleję na bloga swoje myśli to jakoś mi ulży. 
Zacznę może od tego, że dokładnie tydzień temu wybraliśmy się do Legolandu pod Londynem, tak z okazji dnia dziecka i w ogóle dla dziecka, bo nigdy nie było, a ponoć to jest miejsce, które powinni odwiedzić wszyscy miłośnicy lego. Moja córka jest wielką miłośniczką, więc no wstyd by był jakby nigdy w Legolandzie nie była:-). To pojechaliśmy! 
Już w pierwszy dzień lekko się rozczarowaliśmy,bo okazało się, że rezerwacja biletowa została zrobiona na 2 dorosłe osoby. Bo to bardzo normalna rzecz, że do Legolandu jeżdżą dorośli bez dzieci. To taki rodzaj randki, pojechać w bardzo zatłoczone miejsce by sobie pojeździć na różnych karuzelach itp. Więc okazało się, że to niby z mojej winy, że tylko 2 bilety.
 Pierwszy dzień spędziłyśmy same bo mój mąż stwierdził, że bez sensu będzie jeśli na 3 h przed zamknięciem kupi bilet, i że woli to zrobić następnego dnia, kiedy już od rana będziemy mogli korzystać z uroków całego parku. 
W hotelu w którym się zatrzymaliśmy, jedzenie było tak okropne, że zwyczajnie było mi nas żal. Basen, który okazał się również przeludniony i do tego brudny na długo zostanie mi w pamięci. O zgrozo, córka w nim pływała bo się dziewczyna uparła więc jej pozwoliliśmy. W nocy nie wyłączyliśmy klimatyzacji co zaowocowało tym, że ja i córka już od 5 dni zmagamy się z okropnym przeziębieniem. 
Wracając do samego Legolandu jak dla nas to bardzo przereklamowane miejsce. Mocno przeludnione z okropnym jedzeniem i kolejkami do każdej, nawet najmniejszej atrakcji. 
Mąż stwierdził, że następny taki wypad to koniecznie do Disneyland w Stanach, bo tam jak twierdzi to wszystko jest takie och i ach. Mieszkał tam przez 5 lat więc chyba wie co mówi:-). Może ktoś z Was był i napisze mi o swoich wrażeniach:-)? 
Faktycznie trochę mi ulżyło:-) i czas na przepis, bardzo prosty i bardzo kaloryczny, nie mam zamiaru tego ukrywać:-).


Składniki

300 ml śmietanki 36%

50 g mlecznej czekolady

50 g gorzkiej czekolady

100 ml śmietanki 36%

ulubione czekoladowe ciasteczka pokruszone

świeże borówki lub inne ulubione owoce

polewa czekoladowa

Obie czekolady rozpuszczamy w misce umieszczonej nad garnkiem z gotującą się wodą. Śmietankę wlewamy do małego garnka z grubym dnem i lekko podgrzewamy, następnie wlewamy do niej rozpuszczoną czekoladę. Wszystko dokładnie mieszamy i wstawiamy do zamrażalnika, do schłodzenia na 30 minut. Po tym czasie masę czekoladową przelewamy do misy miksera i końcówką do ubijania ubijamy aż uzyska konsystencję kremu. 
Deser podajemy w słoiczkach lub wysokich szklankach. Brzegi słoiczków polewamy polewą czekoladową tak by spływała do środka po ścianach słoiczków. Następnie kruszymy do nich czekoladowe ciasteczka, dodajemy śmietankę i krem czekoladowy. Na wierzch układamy owoce, całość polewamy dodatkową porcją polewy czekoladowej. 

Po takiej dawce czekolady poprawa humoru gwarantowania!

Smacznego:-)