Google+ Pomysłowe Pieczenie: Chiny w pigułce, moja krótka, wielka przygoda!

niedziela, 6 września 2015

Chiny w pigułce, moja krótka, wielka przygoda!


  Wakacje, wakacje i po wakacjach. Czas pędzi i nawet na moment nie chce się zatrzymać. Pisząc ostatni post 7 lipca nie przypuszczałam, że kolejny powstanie po 2 miesiącach. W moim życiu tyle się ostatnio dzieje, że dni lecą jak strzały z łuku i każdy kolejny wydaje się być szybszy od poprzedniego. Myślałam, że podczas wakacji zatrzymam się na moment i znajdę chwilę na to by nic nie robić, ale okazuje się, że to wcale nie jest takie proste. Okazuje się również, że nicnierobienie nie jest wpisane w mój charakter:-). 

Jak wiecie z poprzedniego postu odbyłam podróż swoich marzeń, podróż dzięki której poznałam nowych, fantastycznych ludzi, zobaczyłam miejsca, które znałam jedynie z historii, posmakowałam kuchni o której wydawało mi się, że mam jakieś pojęcie, ale tylko mi się wydawało:-).

 CHINY, zadziwiły mnie, wzruszyły i wzbudziły apetyt na więcej.
Po powrocie najczęściej zadawane mi pytanie to "jak było"? Po raz pierwszy w życiu brakowało mi słów by opisać jak było. Myślę, że wynika to z tego, że nic podobnego w życiu nie przeżyłam, nie mam porównania bo dotychczas podróżowałam jedynie po Europie. Chiny to zupełnie inny świat i nie mogę porównać go do świata europejskiego. By poczuć i zrozumieć Chiny trzeba tam polecieć i koniecznie je objechać. Na pierwszy raz polecam zorganizowaną wycieczkę z dobrym biurem podróży. Jeśli jesteście zainteresowani to piszcie podam Wam namiary na takie biuro i najlepszego w świecie przewodnika:-)



 Przejechaliśmy ponad 4000 km autobusami i pociągami. 700 km pokonaliśmy w niecałe 2 h jadąc jedną z najszybszych kolei na świecie. Spędziliśmy 2 noce w pociągu pokonując prawie 2000 km. 
 Naszym pierwszym przystankiem był 20 milionowy Pekin gdzie zobaczyliśmy Zakazane Miasto, Plac Tian'anmen, Świątynię Nieba, Pałac Letni, przepiękne parki Beihain i Jingshan, niesamowite Świątynie, w których czuć ducha czasów minionych, bardzo wzruszające miejsca. Mieliśmy również szansę zobaczyć tradycyjną zabudowę Pekinu tzw siheyuany i hutongi, w której po dziś dzień mieszkają ludzie.



 Największe jednak wrażenie wywarł na nas Wielki Mur Chiński, którego całkowita długość wynosi ponad 8000 km. Gdy wchodziliśmy na mury pogoda była piękna, słoneczna, przejrzysta, dzięki czemu mieliśmy niesamowity widok. Mur wije się jak wstęga wśród górzystych terenów. 
Na Murze setki odwiedzających, ale nie stanowiło to jakiegoś wielkiego problemu. Muszę tu wspomnieć o zwyczaju chodzenia pod parasolem. Chińskie kobiety bardzo dbają o to by nie wystawiać się na działanie promieni słonecznych więc na dłonie ubierają ochronne rękawy, na twarz maski, które również mają chronić przed wszechobecnym smogiem, oraz kolorowe, pięknie zdobione parasole przeciwsłoneczne. Będąc na Murze i patrząc w dal, można było zobaczyć falę kolorowych parasoli:-)






Z Pekinu pojechaliśmy do Xi'an gdzie zobaczyliśmy Terakotową Armię, ponad 1000 terakotowych posągów, sklejonych z niesamowitą starannością i precyzją z małych kawałków, z których pierwsze zostały odkopane w 1974 roku, prace wykopaliskowe trwają po dziś dzień. Terakotowa Armia podobnie jak Wielki Mur Chiński są wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. 



W Xi'an zobaczyliśmy również Wierzę Bębna i Wierzę Dzwonu, dzielnicę muzułmańską z przepięknym Wielkim Meczetem oraz pagody czyli grobowce, Wielką Pagodę Dzikich Gęsi i Małą Pogodę Dzikich Gęsi. 

Następnie udaliśmy się do Luoyang gdzie zwiedziliśmy Świątynię Białego Konia, która jest najstarszą świątynią buddyjską w Chinach i zobaczyliśmy kultowy Klasztor Shaolin. Odwiedziliśmy także Park Miasta Królewskiego, w którym co roku odbywa się pokaz peonii, kwiat ten jest symbolem miasta. 




Kolejny przystanek na naszej chińskiej trasie to Nankin, gdzie mieliśmy szansę odwiedzić Świątynię Konfucjusza oraz Muzeum poświęcone pamięci ludzi zamordowanych podczas Masakry Nankińskiej.
Z Nankin do Wuxi, gdzie znajduje się jeden z największych pomników na świecie, posąg Buddy.
W Suzhou zobaczyliśmy Ogród Pokornego Zarządcy, Ogród Mistrza Sieci, Pagodę Północnej Świątyni oraz Muzeum Jedwabiu gdzie mieliśmy szansę zobaczyć proces powstawania tej delikatnej nici.

Nasz ostatni przystanek był w Szanghaju, liczącym ponad 25 milionów mieszkańców, w którym spędziliśmy 2 dni. Miasto przerosło moje najśmielsze oczekiwania, sama świadomość, że jest ono największym miastem w Chinach sprawia, że serce zaczyna bić szybciej. Zobaczyłam największe na świecie budynki i poczułam co znaczy największy ośrodek gospodarczy, finansowy i komunikacyjny. Szanghaj posiada również port morski, który na świecie jest 3 największym portem. 
W mieście tym jest ponad 200 drapaczy chmur, największy to budynek Shanghai Tower liczący 632 m i mającym 122 piętra. Wieża Telewizyjna Perła Orientu licząca 468 m, my wjechaliśmy na 351 m tej wierzy, widok z góry nie do opisania, zwłaszcza gdy stoi się na szklanej podłodze, zdecydowanie dla ludzi o mocnych nerwach:-)



Tak w skrócie wyglądała nasza wycieczka. Jeśli chodzi o pogodę to ponoć mieliśmy dużo szczęścia, bo przeważnie w tym okresie jest widoczne mocne zanieczyszczenie powietrza, smog, nie ma słońca i pada deszcz, my natomiast mieliśmy słoneczną pogodę, w niektóre dni było nawet widać błękit nieba i deszcz padał pod koniec wycieczki na 15 dni tylko 4 razy. To co było dość uciążliwe, przynajmniej na samym początku wycieczki to bardzo duża wilgotność powietrza i wysokie temperatury, ponad 35 st C odczuwalne ponad 40 st C. 
Klimatyzacja natomiast była w każdym hotelu i ta różnica temperatur sprawiła, że nabawiłam się choroby. Tylko dzięki uprzejmości jednej przesympatycznej uczestniczki wycieczki, która poratowała mnie antybiotykami mogłam cieszyć się wyjazdem. 

Chińczycy są przesympatyczni, jest ich bardzo dużo:-), są niscy i dość głośni. Gdy mówią ma się wrażenie jakby krzyczeli, uwielbiają się targować i dużo jedzą:-). To co jedzą to kolejna opowieść, czasami mrożąca krew w żyłach, zwłaszcza opis zakupów mięsnych na targu:-), zostawię to na kolejny post. Napiszę Wam również co spróbowaliśmy, co polecamy i czego nie jeść:-) więc CDN...





4 komentarze:

  1. Wspaniale ! Czekam na więcej opowieści i więcej fot ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, wczoraj zabrakło mi słów, musiałam jeszcze raz poczytać :) Mega przygoda i boskie foty!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow jakie boskie wakacje! Pozazdrościć :) Przygoda życia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy:-)

    OdpowiedzUsuń